Jak rozkręciłem Kulkę

Kiedyś mając tylko na chleb i paliwo pojechał nysą zdobywać Mont Blanc. Dziś jako współwłaściciel firmy Szarpie Travel zatrudnia ponad 500 osób. Ścieżkę swej kariery porównuje właśnie do zdobycia górskiego szczytu: trud, ambicja, fantazja, upór oraz niezmącona wiara we własne siły i sukces.


Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Biografia Wojtka Śmieszka dowodzi, że do sukcesu w biznesie również można dojść rozmaitymi – choć nie zawsze prostymi – drogami. Jego życiowa podróż wiodła przez Ural, Mont Blanc, ruchome schody na Dworcu Centralnym, po Kilimandżaro i warmińsko-mazurskie knieje.

 Nie powielam schematów

– Twardy charakter i intuicyjną umiejętność podejmowania ryzyka zawdzięczam harcerstwu, w którym jeszcze w latach 80-tych uprawiałem survival, zanim ktokolwiek w Polsce znał znaczenie tego słowa – wspomina z uśmiechem Wojtek.

Dzięki umiejętności dobrej organizacji, pracy w grupie i konsekwencji w dążeniu do celu szybko piął się w harcerskiej hierarchii „młodych Szarpi”. To od nich nazwę zawdzięcza dzisiejszy potentat kolonijny, czyli firma Wojtka: SZARPIE TRAVEL.

Od początku istnienia firmy, czyli od połowy lat 90-ych, Wojtek szukał własnej, autorskiej ścieżki biznesowej. Nie chciał iść wydeptanymi szlakami i korzystać z biznesowych klisz starszych kolegów w branży. Chciał być pionierem, który kreuje a nie powiela trendy.

– Byłem na tym tak zafiksowany, że nawet podczas ekstremalnych wypraw w najbardziej egzotyczne miejsca Europy, Azji czy Afryki, w głowie stale kiełkowały mi różne scenariusze przyszłości firmy – wspomina. – Ale zawsze dochodziłem do jednej konkluzji: biznes musi być związany z moją pasją, czyli niebanalną formą wyjazdową.

 

Zawsze zdobywaj szczyty!
Jego osobista przygoda z odkrywaniem egzotycznych uroków świata zaczęła się na Uralu. Na spływ rzeką Zilim Wojtek z grupą kumpli pasjonatów docierał na raty: autokarem, samolotem desantowym, wreszcie helikopterem. Ruszyli z prądem dzikiej rzeki a po drodze zażywali miejscowego folkloru: na dyskotece w przygodnej wsi tańczyli przy harmonii i blasku lamp naftowych. U sołtysa w innej wiosce zakosztowali uroków czarnej bani, zaś lokalny przewodnik nauczył ich budowy przenośnej sauny.

Wyprawa na Ural wzbudziła w Wojtku potrzebę częstszego dozowania adrenaliny. Pewnego dnia ktoś rzucił: wejdźmy na Mont Blanc! Szybko przeszli od słów do czynów. Na złomowisku znaleźli starą Nysę – ktoś ją podreperował, ktoś inny podmalował. Znaleźli sponsorów, którzy traktowali ich z podziwem i sympatią: zakład fotograficzny dał im filmy do aparatów, Tracewicz okulary z filtrem UV, Stomil i BOŚ zasiliły budżet. Zapakowali do nysy zapasy i wyruszyli w drogę. Na początku lat 90., tuż po upadku żelaznej kurtyny, bez dużych pieniędzy i łączności satelitarnej wyprawa na Mont Blanc była czynem, który dziś można by nazwać „kozackim”. Zapał i wiara przeważyły: szczyt został zdobyty.
– Nie pytaj mnie, co czułem stojąc na „dachu Europy”, bo to jest niewysławialne – wspomina dzisiaj Wojtek z charakterystycznym błyskiem w oku.
Wrócili mocni i z poczuciem, że świat należy do nich. Po Mont Blanc Wojtek na tyle uwierzył w siebie, że realizacja śmiałych planów i marzeń wydawała mu się kwestią czasu. Jednak oprócz biznesu nie zrezygnował z frajdy, jaką dawały mu ekstrawaganckie projekty. Jedną z takich akcji było bicie rekordu Guinnessa w jeździe po jedynych wówczas ruchomych schodach w Polsce na warszawskim Dworcu Centralnym. Happening transmitowały wszystkie media, a o Szarpiach zrobiło się głośno. W efekcie sam wielki Tony Halik zaprosił ich do domu na obiad. To spotkanie Wojtek w dzisiejszych kategoriach wspomina jako formę bardzo ważnego mentoringu.

Nauka i zabawa na okrągło
Do kolejnej wyprawy na Kilimandżaro Wojtek i zaprawieni w bojach kumple podeszli już w pełni profesjonalnie. Pieniądze uzbierali organizując obozy dla dzieci spoza harcerstwa. Robili to, co sami znali i lubili od dziecka. I właśnie letni wypoczynek dzieci i młodzieży stał się kanwą biznesu i główną działalnością Szarpie Travel.

Początki nie były różowe, gdyż kolonie dla dzieci zgodnie z długą tradycją PRL-u opierały się głównie na funduszach socjalnych. Postawili więc na ekstremalnie wysoką jakość i atrakcyjny program. Twarda walka o pozycję na rynku trwała ponad dekadę, ale rynek wreszcie potwierdził słuszność powziętej drogi. Przełomem, który wywindował Szarpie w branży, było wydzierżawienie dwóch mazurskich ośrodków wypoczynkowych – w Piaskach i w Kulce. I tu jak zwykle: szczypta ryzyka otworzyła przed nim wielką szansę i była zalążkiem jeszcze większego sukcesu. Dziś Kulka, własność Wojtka i jego partnera biznesowego Andrzeja Kindlera, to największy i prawdopodobnie jeden z najbardziej atrakcyjnych ośrodków kolonijnych w Polsce.

 

Zalogowani w naturze

Lata doświadczeń pozwoliły Wojtkowi sukcesywnie wprowadzać coraz bardziej ambitne i autorskie programy, które dziś wytyczają nowe trendy w branży wypoczynku dzieci i młodzieży. Przez dwie dekady działalności firma stworzyła prawdziwą perłę na polskiej mapie mądrej rozrywki dla młodego pokolenia. Pobyt w ośrodku Kulka to, niezależnie od wieku i upodobań, gwarancja twórczej, inspirującej i wzbogacającej świadomość młodego człowieka przygody. Kulka cieszy się dziś wielką reputacją wśród rodziców, którzy chcą wysyłać dzieci do ośrodków o dobrym standardzie i mieć gwarancję, że kolonia to nie przechowalnia, lecz wartościowy czas zabawy i rozwoju.

Wojtek z Andrzejem i zespołem stworzyli w polskich warunkach produkt markowy: ofertę edukacyjną, dzięki której młodzi ludzie spędzając czas w przepięknej scenerii mazurskiej odkrywają w sobie talenty i rozwijają swoje pasje, wylogowując się z telefonów i tabletów. Obok wypoczynku to właśnie edukacja stanowi o sukcesie Kulki i tworzy dużą przewagę na bardzo konkurencyjnym i wymagającym niezwykłej odpowiedzialności rynku.

Po „dwóch dekadach w branży” Wojtek bez wahania przyznaje, że najważniejszych kompetencji, które leżą u podstaw jego sukcesu nie dały mu szkoły czy certyfikaty, lecz właśnie harcerstwo. To w nim nauczył się budowania zespołu, przedsiębiorczości, ale przede wszystkim sztuki zarządzania zmianą.

Nieco sentencjonalnie Wojtek podsumowuje, że prowadzenie biznesu przypomina mu jego inną wielką pasję, czyli nurkowanie:

– Dar odnajdywania się w obcej przestrzeni i poruszania w nowej rzeczywistości to warunek tego, że śpię spokojnie, mam w życiu balans i poczucie szczęścia. I wiem, że gdziekolwiek bym się nie znalazł, zawsze złapię oddech, rozejrzę się i dam sobie radę.
tekst ukazał się w magazynie „Made In Warmia& Mazury” czerwiec 2019